Budowa w kryzysie- fakty a marzenia.
Rozpoczynając budowę własnego domu wyobrażamy sobie często, jak wiele marzeń spełnimy za jednym zamachem – bajkowy kominek, dach z energooszczędnymi kolektorami, buda dla co najmniej kilku psów, garaż na dwa pojazdy, ogrzewanie podłogowe, poddasze użytkowe zagospodarowane itd. Niestety – najczęściej są to tylko marzenia, które z realizacją inwestycji budowlanej mają naprawdę niewiele wspólnego. Wystarczy wziąć pod uwagę nasze realne dochody i zaplecze finansowe, a może się okazać, że nawet na sprawne ukończenie samego domu zabraknie nam realnych funduszy, a co dopiero na ekstrawaganckie pomysły. Jedni, więc zdecydują się na kredyt lub nawet dwa, inni pożycza od znajomych, znajomych jeszcze inni odłożą w kąt własne wyobrażenie domku jednorodzinnego – tylko po to, by zrobić go możliwie szybko, praktycznie i ekonomiczne ( czytaj oszczędnie). Cóż, w najlepszej sytuacji będą zdecydowanie Ci, którzy postawili na wcześniejsze gromadzenie pieniędzy i teraz mogą sięgnąć do rezerw na lokatach, kontach bankowych czy choćby w domowej szufladzie i pozwolić sobie na realizację planów.
Pozostali mają wybór: pożyczka z niechybnie wysokim oprocentowaniem, lub rezygnacja z kosztownych fantazji. Co jest lepsze? Trudno powiedzieć. W końcu budowa domu i inwestycje zależą od wielu czynników. Jeśli jesteśmy pewni, że utrzymamy obecną pracą, lub na sto procent awansujemy i pensja nam wzrośnie, wówczas spokojnie możemy zaryzykować i skusić się na większą pożyczką, ale i zrealizowanie przy tym własnym planów budowlanych.
Jeśli nie – lepiej własna ambicję schować w kieszeń i poprzestać na prostym projekcie domu, kupionym tanio i z gwarancją, oraz ekonomicznych, ale i energooszczędnych materiałach budowlanych i odsunięciu swoich marzeń, co do wykończenia wnętrz na nieco lepsze czasy.
W końcu w obecnym, jeszcze mocno kryzysowych i ciężkich finansowo czasach, lepiej poprzestać na realiach i faktach, niż za kilka miesięcy martwić się dziurą w tzw. domowym budżecie.